Ostatni puchar już za nami... 2009-08-24 10:33:12

   Wszystkie uczestniczki, członkinie KTB już zrobiły wpisy tylko ja jak zwykle mam niedomiar czasu więc dopiero dziś ;).
W sobotę rano miałam mieszane uczucia co do mojego uczestnictw w w/w biegu. Nie wiedziałam co mnie czeka bo niestety nie mogła być na 20 km biegu fundacji. Wiem ze potrafie przebiec 15 km, ale czy wiecej? 
   Atmosfera przed startem jak zwykle super, pogoda...mogłoby być chłodnie, ale nie ma co narzekać bo mógłby też być upał. Dla mnie jednak było trochę za gorąco. Pierwsze prawie 10 km zrobiłam razem z Elą wolniutko, potem do 15 km jako tako a dalej było juz tylko gorzej...bolało mnie lewe kolano, potem dołączyła się prawa stopa - strasznie mnie to rozpraszało, ale najgorsze że nie mogłam zapanować nad tętnem...już od 13 km pulsometr zaczął wskazywać od 200 do 230...wierzcie mi trudno się wtedy oddycha ;) po 15 km przeszłam więc do marszo-biegu w podziałe 14 min biegu 1 min marszu...niestety pomagało na krótko...jak tylko zaczynałam biec pulsometr skakał ze 186 na ponad 200. tak owszem byłam zmęczona, ale bez przesady...miałam w nerce isostar a w kieszonce zapas suszonych moreli - przeżuwałam po każdym przekroczeniu bramki ;). W końcu po 20 km dałam za wygraną i przeszłam do bardzo szybkiego marszu. Poznałam wtedy Krysię, której bardzo chciałabym podziękować za dotrzymanie towarzystwa i miłą pogawędkę. Jakoś razem dobrnełyśmy na zmianę truchtając i maszerując - z przewagą tego drugiego, do piaszczystych terenów przed metą i stamtąd już biegiem. W końcowych km biegu mijałam maszerującego Piotrka i prawie spacerującego Grześka więc wiem, że ten bieg był trudny nie tylko dla mnie. Cieszę się że nei zeszłam z trasy i dotarłam do mety, ale teraz nachodzą mnie czarne myśli co będzie 27 września kiedy zostanie mi do pokonania jeszce 17 km. Rozmawiając z Krystyna obie doszłyśmy do wniosku, że w tempie które miałyśmy zdążymy przejść dystans maratonu przed zamknięciem trasy, ale czy oto mi chodzi...żeby zostać maratonką która maraton przeszła....naprawdę nie wiem. W sobotę nie natknęłam się na "ścianę" a jeśli takowa nadejdzie na maratonie i nałoży się na wszystkie w/w odczucia...Może pół maraton to mój dystans i na więcej nie powinnam się porywać...eh takie tam "cierpienia młodego Wertera"

Pozdrawiam czytaczy ;)

skomentuj (5)

Było cudownie... 2009-08-03 09:54:32

   W ramach "długiego" niedzielnego wybiegania postanowiłam pojawić się w lesie Kabackim. W założeniu było 1.5 h biegania. Droga do Kabat wzdłuż ul.Rosoła zabrała mi jekieś 45-50 minut...o 7-mej rano było jeszcze całkiem przyjemnie. W lesie było baaardzo fajnie. Zielono, chłodno i co chwila pozdrawia mnie jakiś biegacz lub biegaczka ;). Ponieważ w piątek porzuciłąm w pracy rower - wybierałąm się na marsz po Galerii - pomyślałam, że zabiorę go teraz, żeby mieć czym dojechać w poniedziałek. Tak więc biegania było godzinę dwadzieścia a potem jeszcze 30 minut rowerkiem ;)...było super, ale żeby nie było nudno zaraz po prysznicu wzięłam się za malowanie pokoju Gabrysi - jutro wraca z działki to dużo czasu mi nie zostało ;)...W sumie została mi już tylko jedna ściana na dziś.   
   Prócz wysiłku fizycznego zafundowałam sobie także w niedzielę dawkę kultury - byliśmy w teatrze Polonia na "Grubych rybach"...mięśnie brzucha pracowały intensywnie od śmiechu. Polecam jeśli ktoś nie był.
   Dziś w planie była poranna siłownia, ale sucha burza (czyli grzmoty, pioruny i takie tam-bez kropli deszczu -zjawiska), która obudziła mnie o 5 była taka ładna, że leżałam w łóżku i podziwiałam ;)....i sobie ją odpuściłam. Potem zaczęło padać więc z jazdy rowerem do pracy też nici, za to zabrałam zestaw i po pracy idę na basen ;).

   Miłego dnia ;)

skomentuj (2)

58 dni... 2009-07-30 10:47:23

   Kurczę to juz naprawdę niewiele...troszkę zaczynam czuć presje i obawy dlatego prócz wizyt na siłowni wydłużyłam swoje treningi z 30 minut zalecanych przez Jeffa do 1h - 10 km. Biegałam we wtorek z rana i dziś (dla uściślenia "z rana" tzn 5.30 ;)). 
   A dziś o 8.30 spotkałam się z panem Kubą z Gazety.pl, który w ramach tego samego programu, o którym na swoim blogu wspomina Marta pogadał ze mną i nakręcił kilka ujęć. Twierdził, że jest bardzo zdolny więc mam nadzieje, że zmontowany materiał nie będzie tak beznadziejny jak mi się wydaje, że był ;).
   Z racji późnej godziny porzuciłam rower i dziś zostałam do pracy przywieziona ;) więc jest trochę lajtowo, ale ponieważ dzieciaki jadą dziś z dziadkami na działkę nadrobię stracone kilometry łażąc wieczorem po GalMoku ;).

skomentuj (2)

Nadal trenuje ;) 2009-07-28 09:06:32

   Skoro mój nowy trener siłowniany powiedział, że ten zestaw ćwiczeń to 3 x w tygodniu postanowiłam, że dziś rano poświęce godzinę na bieganie. Budzik zapikał o 5, ale nie mogłam się podnieść. Spać też już nie mogłam za to przez kolejne 30 minut toczyłam psychologiczne walki ze sobą pod tytułem iść czy nie iść..w końcu o 5.30 sie zwokłam, szybko wskoczyłam w biegowe ciuchy, które od wieczora leżały przygotowane i do 6.45 zrobiłam sobie całkiem przyjemne jakieś 10 km.  
   Potem w domu kawa, prysznic, suche ciuchy i...na rower. W pracy byłam o 8-smej, czyli tak jak chciałam. Widać, że to się wszystko da jednak pogodzić tylko trzeba zwalczyć swojego wewnętrznego lenia ;).

Miłego dnia życzę.

skomentuj (0)

Dawno mnie tu nie było... 2009-07-27 10:19:54

...Tak dawno, że już nawet nie pamiętam z którego był ostatni wpis ;), ale jestem i obiecuje poprawę. Mam głębokiego doła treningowego i dlatego nie pisałam, bo i o czym. Albo nie moge się zwlec z łóżka na poranne trningi, podbiegi what ever albo na popołudniowe nie mam czasu a o wieczornych już nie wspomnę...niby są wakacje...i co z tego? Praca zabiera mi regularnie 8 godzin dziennie jestem taką szczęściarą, że nie zabieram jej do domu ani nie muszę siedzieć po godzinach - chociaż to księgowość, ale jakoś cała reszta życia tak mnie przywaliła, że nie daję rady. Na mazurskim urlopie tylko 2 razy udało mi się pobiegać...raz 30 minut truchtu...raz 10 km. Prowadząc intensywne obserwacje zauważyłam, że maksyma Sylwi "...pobiegać najpierw..."sprawdza się w 100%....potem nawet jakbym miałą chwilkę to zaczynało lać...no ale niestety u mnie "najpierw" wypada w okolicy 6-stej rano i nie dawałam rady. Chociaż wróciłam do stolicy we czwartek nie miałam odwagi pojechać do Wawra...po braku treningów zrobienie 20 km nie wchodziło w grę. Za to pojawiłam się na Biegu Powstania na 10 km i...czułam te odpuszczone treningi. Od 6 km miałam nogi jak z ołowiu....czas obleśny 1:01:22, no ale lepsze to jak nic ;).
   Dziś zapisałam się na siłownię, którą wycziłam przez internet...mam do niej 5 minut rowerem, jest całkiem przyzwoicie i w sumie chyba niezbyt drogo, no i najważniejsze pracują od 6.30. Powiedziałam trenerowi o co mi biega, że chcę podnieść wydolność oddechową i wytrzymałościową - pokazał zestaw ćwiczeń do robienia 3x w tygodniu...a ja się nastawiłam na wizytę w siłowni od poniedziałku do piątku na 1h. Więc chyba wtorkowe i czwartkowe poranki przeznaczę na pobieganie lub na interwały na bieżni ;).
   Aha mój trener, którego imienia oczywiście nie pamiętam stwierdził, że powinnam biegać codziennie....ja to wiem, ale żeby on wiedział jakim deficytowym towarem jest u mnie czas...ehhh szkoda gadać.
   Miłego tygodnia Wam życzę.

skomentuj (5)

III Puchar już za nami... 2009-06-30 08:23:26

I było tak jak pisały dziewczyny...bardzo fajnie. Dobra pogoda, mimo mżawki nie było ani za ciepło ani za zimno, atmosfera super jak zwykle no i faktycznie udało nam się zebrać w 5-tkę na jednym biegu - to prawdziwy sukces ;). Ach no i te nasze nowe, teamowe koszulki...Kasiu bardzo dziękujemy ;).
   Teraz wiem, że jestem w stanie biec 15 km bez przerwy. Wiecie przecież, że do treningów wybrałam metodę Galloweya i tak też pokonałam dystans półmaratonu, ale chciałam zobaczyć czy dam radę biec nieprzerwanie więcej niż 10 km i udało się. Aż mnie korci żeby na IV Pucharze też spróbować ;), ale niestety nie wiem czy będę ponieważ teoretycznie jesteśmy wtedy z dzieciakami na Mazurach i albo wrócimy 2 dni wcześniej albo może podjadę sama pociągiem na bieg a potem wrócę nad jeziora ;)...jewszcze nie wiem.
   P.S.Wczoraj były 4 "chodnikowe" podbiegi pod Kopę Cwila.

skomentuj (5)

Witam po przerwie ;) 2009-06-24 11:45:15

   Nie było mnie bo...zeszły tydzień był jakiś totalnie niebiegowy a sprzęt AGD w moim domu nie szwankuje więc nie miałam o czym pisać. A tydzień był niebiegowy potroszę z powodu oddawanej w miniony poniedziałek krwi i słabszym dotlenieniem, które powodowało większą niż normalnie ospałość a potroszę z powodu pogody, itp. Faktycznie nie dotarłam na bieg Ursynowa bo moja córka, która ostatni rok była w przedszkolu, co tydzień wypuszcza się na urodzinową imprezkę, do któregoś ze swoich przedszkolnych znajomych...kurczę to ja tyle nie imprezuję co ona w przeciągu ostatnich 2 miesięcy ;).Dotarliśmy na piknik pod kopą, który odbywał się po biegu a wieczorem poszliśmy tam na spacer poraz kolejny i oglądaliśmy śmiałków oraz tych, którym się wydawało, że śmiałkami są skaczących na "bandżi". No a o 22 fajerwerki były piękne - dzielnica się postarała nie ma co.
   A wczoraj dzielnie reprezentowałam KTB na GP w Kabatach - ostatnim przed wakacjami. Było...mokro Zaczęło się jak dwa tygodnie temu...im bliżej była godzina wyjścia z domu na bieg tym było czarniej. Im bliżej byliśmy Kabat tym większe chmury wisiały na nami no i wreszcie kiedy wystrzelił starter z nieba spadły pierwsze krople deszczu ;). Było sporo biegaczy - to chyba faktycznie jakis gatunek ludzi z defektem, żeby biegać w czasie ulewy ;). Ale było fajnie jak zawsze dlatego nawet nie pomyślałam żeby się wycofać skoro już dojechałam - w przeciwieństwie do mojej rodziny, która nie odjechała tylko czekała w samochodzie z nadzieją, że zaraz zdezerteruję i zawrócę...małż twierdzi, że część biegaczy tak zrobiła - to pewnie byli Ci, którzy zachowali odrobinę zdrowego rozsądku ;). W czasie biegu bardzo cieszyłam się z posiadania czapeczki z dużym daszkiem w związku z brakiem posiadania wycieraczek na gałkach ocznych ;). Z góry założyłam, że to będzie słabszy bieg w związku z tym co napisałam powyżej i prawie że wpadłam w euforię gdy na 9 km (albo to było jedyne oznaczenie na tym biegu albo nie zauważyłam innych)miałam czas ok 54 minut. Na mecie mój sprzęt pokazywał 59:13 a organizator zarejestrował 1:00:coś tam, ale nieważne i tak na tyle nie liczyłam. Po biegu byłam przemoknięta do cna - dobrze, że w samochodzie mialam chociaż zapasową suchą koszulkę a moje MIZUNY...lepiej nie mówić...mam nadzieje, że po opuszczeniu pralki gdzie były umówione z Rexem i Vanishem wrócą do pierwotnego stanu ;).
   Pozdrwaiam czytaczy i...do zobaczenia w sobotę.

p.s. może ktoś jedzie z okolic Ursynowa do Lasu w Wawrze? Chętnie się zabiorę bo moja córka znów ma imprezkę a posiadamy jedną furę ;)

skomentuj (2)

Księga Gości